preloder

English version HERE!

[Piiip, piiip]

Słyszę głos budzika.

6:12.

Za oknami już widno, jesienne słońce nieśmiało zagląda przez zasłonięte zielone firanki, oczy mi się same zamykają.

Pamiętam jak wczoraj wieczorem obiecałem sobie, że wstanę bez zbędnego przeciągania i bez dodawania pięciominutowych drzemek do budzika, jednak chęć wtulenia się w cieplutką pościel i pomyślenie jeszcze chwilę o przecudnym śnie nie dawały za wygraną.


[Piiiip, piiip]

Wstaje szybko.

Patrzę na zegarek – 6:57.

Znowu zaspałem, nie potrzebnie się kładłem, jutro będzie inaczej. A teraz idę zrobić sobie zieloną herbatę i coś zjeść.


7:40

– Kuba, idziesz do szkoły?

– Czekaj chwile, jeszcze wcześnie.

– Gościu, jak do szkoły mamy 15 minut drogi, a jeszcze masz zajść przecież do piekarni.

7:45

Wychodzimy do szkoły po przesłuchaniu kilku fajnych utworów.

8:00

Rozpoczynam czas, w którym mój mózg wchodzi na nieco wyższe obroty niż podczas wsadzania torebki herbaty do kubka z gorącą wodą.

W tym czasie jest trochę momentów stresujących (szczególnie wtedy kiedy wieczorem zamiast odrobienia lekcji z polskiego wpadł ci mega, hiper,super fajny pomysł na wpis na stronę i musisz go koniecznie dzisiaj napisać, bo do jutra zapomnisz), ale większość jest w miarę spoko.

15:30

Pozytywnie kończę lekcje i udaje się z powrotem do internatu – tym razem sam (Kuba skończył lekcje wcześniej).

Na dworze wieje leciutki wiatr, a słońce co raz wygląda zza chmur.

– Może by tak pograć? – w głowie pojawia mi się myśl. Jednak szybko zostaje stłumiona dlatego, że 5 minut temu zjadłem obiad (schabowy, pycha!) a po jedzeniu nie najlepiej mi się gra, dlatego też powiedziałem sobie, że wyjdę po 16.

16:03

Powoli robi się ciemno, a ja siedzę przed zeszytem z polskiego i odrabiam pracę domową z nadzieją, że sorka spyta mnie na następnej lekcji.

16:42

Kończę pracę domową. Na dworze mrok – prawie ciemno.

– Dobra, jutro zrobię trening, nie chce mi się już dziś iść.

22:53

[Myśli w głowie] – dlaczego nie poszedłem grać, przecież fajna pogoda była, jutro nie zrobię 4 hopów nawet. Dobra. Od jutra zaczynam grać na poważnie oraz oczywiście wstawać bez drzemek.

 


Codzienność

Tak mniej więcej wyglądał mój dzień w okresie wrzesień-październik w 2016 roku po wprowadzeniu się do internatu. Niby miałem baaardzo dużo wolnego czasu, który mogłem spożytkować na chociażby treningi, ale nie wychodziło, nie znalazłem wtedy wystarczającej chęci i przyjemności w tym. Cieszę się, że bardzo się zmieniłem od tego czasu i inaczej patrzę na pewne sprawy. Mówiąc o treningach – przed nim naoglądałem się filmów PWG, Luci czy też Toma Folana i szybko chciałem stać się taki jak oni. Jednak jak powszechnie wiadomo „nie od razu Kraków zbudowano” – tak też jest z innymi rzeczami w naszym życiu. Nie da się zaprogresować w szybkim tempie do poziomu mistrza nie znając podstaw. Nawet jeżeli starałbyś się bardziej niż przy jakiejkolwiek czynności nie dasz rady powtórzyć komba Skóry z „Air Combos 3” w przeciągu 2 tygodni. Do tego potrzeba dużej ilości czasu spędzonego na treningach, wielu zdropionych kombinacji, wielu tricków „w przód”, wielu par butów i najważniejsze – czerpania przyjemności z tego. Według mnie, to właśnie czerpanie przyjemności jest jedną z głównych pomocy w osiągnięciu sukcesu.

pexels-sport-przyjemność-joy

Przyjemność czy…

Kiedyś gdy nie znałem jeszcze freestyle’u często od ludzi słyszałem narzekanie na trening – że ciężko, że trzeba daleko iść, że to, że tamto. Czasem nie wytrzymywałem i mówiłem:

– A dlaczego ty to w ogóle robisz? Dlaczego tak narzekasz?

Nie otrzymywałem szczegółowej odpowiedzi.

Dla mnie trening jest swego rodzaju terapią – mogę sam skupić się na piłce na maksa, przemyśliwając parę spraw oraz cieszyć się z każdej udanej kombinacji. Kiedyś tak nie miałem.

Wcześniej wychodziłem z chęcią na trening, po czym po wielu dropach odechciewało mi się i czasem wracałem do pokoju, a czasem grałem dosłownie na siłę – wkurzałem się bardzo mocno na siebie, że nie zrobiłem wczoraj treningu, nie wiedziałem co jest nie tak i z treningu wracałem przygnębiony.

Teraz jest zupełnie inaczej – często zdarza mi się grać na siłę, jednak tutaj wybieram pomiędzy „nie chce mi się, chyba mnie nogi bolą, a mam jeszcze dużo pracy domowej i sprawdzian” a „muszę podbić ten trick – jak go podbije to będę mega szczęśliwy”. Często wychodzi to 2 z czego się bardzo cieszę, jednak czasem wybieram to 1 – cały czas pracuje nad tym i idę w dobrą stronę.

Free – wolny

Według mnie definicja freestyle’u mówi sama za siebie – wolny styl. Nie gram tego, co mi się nie podoba – nie lubię ABBASów – nie gram ich.

Tyle.

Lubię grać MATWy, HMATWy, blocki – gram je i czerpię z tego przyjemność.

Masz wybór – wracać mega przepocony, z cieknącym potem po czole, po policzkach i po całym ciele i wielkim bananem (uśmiechem) na ustach, czy może również mokry tylko, że z poważną miną i milionami negatywnych myśli w głowie.

Ty wybierasz!

Jak kolekcjonować wspomnienia nie tylko z zawodów?

Jak zachęciłbym samego siebie na uczestnictwo w zawodach?

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Dodaj komentarz