Super Ball – freestyle football w pełnym wymiarze!

Uśmiech na twarzy, piłka przy nodze, maksymalne skupienie, chęć pokonania przeciwnika, walka do ostatniej setnej sekundy, radość ze swoich wejść, dostawanie się wyżej i wyżej po drabince turnieju, zagranie najlepszej battli w życiu, ręka w górze, stanie na najwyższym miejscu na ceremonii wręczenia nagród, odbiór pucharu, nagród i medalu.

Zawsze chciałem zobaczyć to wszystko na własne oczy. Dwie poprzednie edycje Super Balla oglądałem z nosem przy ekranie (dosłownie), chciałem przenieść się tam, zobaczyć to wszystko w lepszej jakości niż 5D. Wtedy jednak nie byłem na tyle dojrzały, odpowiedzialny za samego siebie i ogarnięty, żeby się tam pojawić – gdybym wtedy był swoim rodzicem, za żadne skarby bym siebie nie puścił na taką podróż, i to jeszcze za granice naszego kraju…

Jednak w tym roku postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę i spróbować tego doświadczyć na własne oczy, uszy, nos, nogi, ręce i tak dalej. Jednak na początku nie było tak kolorowo…


Dlaczego miałem nie jechać na Super Ball 2018?

Około 2 tygodnie przed samym turniejem miałem bardzo dużo wątpliwości, czy na pewno powinienem wybierać się w taką podróż, i to jeszcze niemalże sam. Do głowy przychodziły mi różne pierdoły – będę miał problem z dojazdem, odnalezieniem się w Pradze, problem z dogadaniem się. To też coraz bardziej zniechęcało mnie do tego wyjazdu – pamiętam, że tydzień przed turniejem, pewnego wieczoru, obiecałem sobie, że już temat zamknięty, nie jadę, a w zamian tego kupię sobie książkę, którą od zawsze chciałem mieć – gdybym tak zrobił, byłby to WIELGAŚNY błąd!

Dobrze, że ta myśl nie dała mi spać, obudziłem się w nocy i cały czas o tym myślałem – rano byłem pewien, że mimo tych wszystkich przeciwności, choćby nie wiem co, musiałem w tym uczestniczyć. Przez cały czas ogarniałem jak się tam dostać, gdzie przenocować oraz jak dostać się z powrotem do Polski. Tutaj chciałbym podziękować Kevinowi, który załatwił mi podwózkę do Warszawy z Pragi oraz Mateuszowi, który kupił mi bilet na pociąg do Pragi – pozdro chłopaki!


Dlaczego na Super Ballu całkowicie zmieniłem myślenie?

Blisko 400 freestylerów – ludzi na MAKSA zajaranych tym, co robią. Dla każdego z nas to odbijanie piłki i kręcenie nogami w każdą stronę jest najprzyjemniejszą rzeczą, jaka jest na świecie. Nauka nowych kombinacji, dzielenie się pasją z innymi, długie rozmowy po polsku i (troszeczkę krótsze) po angielsku o najbliższych turniejach, wymienianie się doświadczeniami odnośnie treningów, a przy tym poznanie wielu osób podobnych do ciebie – czego chcieć więcej?

Czasem popatrzyłem po prostu na scenę, na graczy obok sceny próbujących zrobić combo – na twarzy mieli wymalowane 100% skupienia na tym, co robią. Szczególnie było to widać na wyższych szczeblach od TOP 32. Każdy wpatrzony w piłkę, czasami zerkając na przeciwnika, aby pokazać się jak najlepiej przed sędziami oraz przed samym sobą. Widać było, kto oczekiwał więcej, a kto zrobił wszystko, co było w jego mocy. 

Każdy, kto nie zrobił tego, co chciał, zapewne wrócił już do domu i trenuje jeszcze więcej, aby na następnych zawodach pokazać się z jeszcze lepszej strony i zajść jak najdalej.


Dlaczego MUSISZ pojechać na Super Ball?

Super Ball w Czechach to wielkie przeżycie – nie dość, że jedziesz w nieznane miejsce, w każdym najmniejszym kącie widzisz najróżniejszych ludzi, to jeszcze musisz dowiedzieć się, jak dojechać na miejsce, gdzie kupić bilet, musisz zatroszczyć się o jedzenie rano, wieczorem, po południu – wszystko leży na Twojej głowie i nikt za Ciebie tego nie zrobi (chyba, że jedziesz z kimś mega ogarniętym, ale on też wtedy najpierw chce ogarnąć siebie, potem kogoś :D).

Rozmowa z ludźmi, których widziałem tylko przez Internet była wielkim doświadczeniem – tutaj kłania się umiejętność rozmowy w innym języku niż polskim – w tym przypadku był to angielski. Nie ma co się bać zagadać – zawsze możecie wspomóc się gestami, drugą osobą, albo w ostateczności tłumaczem Google, który przetłumaczy wszystko, o co go poprosisz.

Miałem dużo wyzwań oraz trudnych decyzji przed sobą na tym wyjeździe – w 90% decyzje te były trafne, a wyzwania po czasie nie były już takie trudne. Warto celowo postawić siebie w strefie dyskomfortu, aby przy następnym wyjeździe złapać tą pewność siebie za rękę i pognać z nią do hotelu Slavia, Mars lub Topolova!

,,OK mamo, idę teraz potrenować z kumplami!” – Stephen Gray (Urban Pitch)
Luca Chiarvesio – ,,Będę próbował dojść tak daleko, jak tylko mogę.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: