MakeFreestyle ⚽

Sztuczki z piłką dla każdego!

Moje przemyślenia

Niespełnione marzenia – opowiadanie

A wszystko zaczęło się w…

…słoneczny czwartek, gdy słońce powoli zbliżało się ku wschodowi około godziny 16, ze słuchawkami w uszach, w których puszczony był jeden z najnowszych odcinków podcastu Dominika Juszczyka, wracałem pośpiesznie ze szkoły, przez całą drogę zastanawiając się co nowego uda mi się zrobić dzisiaj na treningu. Mam dobre miejsce do grania, ponieważ przy internacie jest większe boisko do piłki nożnej i mniejsze do kosza… na których jeszcze nigdy nie grałem – gram natomiast na kostce przy tym większym boisku. Prawie zawsze, gdy trenuję, na boisku grają starsi albo młodsi trenowani przez trenerów klubów lokalnych. Czasem jak brakuje mi już sił siadam na piłce albo obok niej(żeby nie zrobiło się jajo), głośno dysząc ze zmęczenia przypatruje się im – nie, nie jestem fanem piłki nożnej, ale czasem lubię się popatrzeć jak tworzy się młoda kadra reprezentantów Polski.

Wróćmy jednak do tego pamiętnego czwartku.

Jak co dzień wszedłem do internatu, rzuciłem plecak, przeczytałem kilka stron książki, którą dostałem na 18stkę ,,Spod zamarzniętych powiek”, ubrałem się w czarne spodenki nie dostające do kolan, wysłużone już niebieskie pumki i byłem gotowy do wyjścia na wymarzony trening. Jeszcze tylko piłka i gotowe – otworzyłem szafę w której ją trzymam, nachyliłem się i podniosłem ją – siedziała posłusznie w holderze.

– Idę grać mordy, jak ktoś będzie dzwonił to powiecie, że potem zadzwonię okej? – powiedziałem do kumpli z pokoju.

– Ooo na pewno! – powiedział jeden z nich.

Zamknąłem drzwi i ruszyłem w stronę boiska.

Nie lubię chodzić z telefonem i zegarkiem na trening – zauważyłem, ze gdy mam jakieś urządzenie do mierzenia czasu, gorzej jest mi się skupić na treningu i przez to częściej zerkam na mojego P8 Lite, aby zobaczyć ile już gram, jeżeli jest godzina to już kończę. Nie wiem dlaczego tak miałem, ale próbuję się od tego odzwyczaić i grać bez zegarka, dotąd, gdy moje ciało nie będzie już wytrzymywało i będzie na skraju wyczerpania.

Na boisku ku mojemu zdziwieniu były nie za duże dzieci – pewnie do 10-11 lat. Właśnie zaczynali trening – nie było jeszcze wszystkich, bo rodzice co kilka minut doprowadzali kolejnego małego zawodnika ze swoją piłką. Prawie wszyscy z rodziców (szczególnie mamy) poszli już i nie przeszkadzali w ćwiczeniach, jednak kilku ojców zostało – jak później się okazało – “pokibicować” swoim dzieciakom. Nie mam nic przeciwko kibicowaniu, jeżeli to kibicowanie jest faktycznie kibicowaniem a nie czymś innym, czego dowiedzie się zaraz.

Wyjąłem piłkę z holdera i zacząłem się rozgrzewać – widziałem jak raz dzieciaki, raz rodzice, zerkali na mnie z niedowierzaniem ,,co on najlepszego odwala”. Tak swoją drogą- lubię jak ktoś się na mnie patrzy – mam wtedy większą presję, którą przeradzam w chęć jeszcze lepszej gry. Po około 30 minutach ziajałem dosłownie jak smok, który potrzebował wody – ja też jej bardzo potrzebowałem, ale oczywiście nie wziąłem z jej pokoju – cały ja. Zrobiłem sobie wtedy trzyminutowy odpoczynek – stanąłem przy słupie i przyglądając się zawodnikom analizowałem sytuacje na boisku.

– Grają mecz, siedmiu na siedmiu, jedni w niebieskich koszulkach, drudzy w żółtych, jest 2:1.

Trener swoim donośnym głosem podpowiadał jednej i drugiej drużynie – fajnie, że tak bardzo angażuje się w to co robi. Jednak czasem jego głos był tłumiony przez kilka innych głosów – nie mam na myśli młodych reprezentantów Polski, a ich kochanych ojców.

Tak, OJCÓW.

Gdybym to ja był na ich miejscu to co jakiś czas starałbym się wspierać swojego syna słowami typu ,,dawaj, dawaj”, ,,prawie strzeliłeś, super”, ,,gool, brawo!”.

Oni za to darli się i wykrzykiwali:

– Graj podaniami, samemu nie trafisz,

– Pamiętasz co ci mówiłem, nie graj tak,

– A dobrze, że wam strzelili,

– Czego tak słabo grasz,

I wiele innych podobnie “motywujących” zwrotów.

Współczułem tym dzieciom, że muszą spełniać niespełnione marzenia ich rodziców. Tak, według mnie ta sytuacja tak właśnie wyglądała. Widać było, że niektóre dzieciaki grały pod presją, nie ciesząc się i nie czerpiąc przyjemności z tego sportu. Ja na miejscu trenera zrobiłbym zasadę, że rodzice nie mogą zostawać na treningach. Właśnie dla takich sytuacji.

Dzieci od małego nauczane są tej ciągłej presji, stresu ze straconej akcji, ze zmarnowanego rożnego, z niestrzelenia gola, ze złego podania. Te okrzyki nie są dla nich dobre – one przyszły się w końcu bawić, odpocząć po szkole, o której nawet nie będę się wypowiadał, bo nie o tym jest ten wpis.

Trening – owszem – powinien uczyć jak lepiej grać, rozwijać się, ale nie w taki sposób. Pomagałem wielu osobom zrobić pierwsze dookoła świata – zawsze podchodziłem z pasją i przede wszystkim z tym, aby gracz czerpał z tego przyjemność, dawałem mu słowa otuchy, aż wreszcie to zrobił i wtedy cieszyłem się razem z nim z osiągniętego małego celu.

Jedyne o co chcę Was prosić to to, abyście nie robili nikomu czegoś podobnego – wiecie już jak to może się skończyć dla drugiej osoby.

Ale rodzice i tak wiedzą swoje…

https://makefreestyle.pl/pl/podroze-ksztalca-wspomnienia-freestyle-football/

https://makefreestyle.pl/pl/luca-chiarvesio-4rev-wywiad-freestyle-football/

https://makefreestyle.pl/pl/dlaczego-freestyle-football/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *