,,Pasja, jaka z nas płynęła była po prostu niesamowita mimo braku turniejów.” – Michryc

Kilka dni pisałem wpis o moich 10 ulubionych filmach freestylowych – jednym z nich był film Toma Folana – Work z 2015 roku. Podczas oglądania go po raz 72 w życiu zastanawiałem się co tam u Toma – w ostatnim czasie nie był za bardzo dostępny w social mediach oraz dawno nie było od niego nowego materiału na YT. Zostawiłem ten temat na jakiś czas, jednak dzisiaj…

Dzisiaj na Instagramie natknąłem się na zdjęcie Toma – zalajkowałem i przeleciałem dalej. Moja podświadomość zobaczyła coś jeszcze – dużą ilość lajków, komentarzy oraz długi opis pod zdjęciem. Zaciekawiło mnie to, ale siedząc na lekcji nie miałem za bardzo możliwości przeczytania tego, więc zapisałem sobie przeczytanie go na potem. Po kilku sekundach natknąłem się na zdjęcie Michryca, gdzie początek opisu brzmiał tak: ,,After reading latest @tomfolanfs post I feel inspired to share…” – również zapisałem to zdjęcie. Po przyjeździe z internatu do domu od razu odpaliłem Instagrama (nie, nie mogłem sprawdzić w samochodzie dlatego, że skończył mi się internet w telefonie :D) i przeczytałem obydwa wpisy.

Zaniemówiłem.

Zdałem sobie sprawę z tego, że to o czym mówią, przekłada się nie tylko na freestyle, lecz także na różne dziedziny życia – szkoła, oceny czy zarobki.

Aha, przecież jeszcze nie wiesz o co chodzi – w takim razie odsyłam Cię do wypowiedzi Toma oraz Michała!

Tom Folan

,,Freestyle zawsze był dla mnie sposobem, aby rozwijać się zarówno fizycznie, jak i twórczo. Po tym, jak poświęciłem mu dziesięć lat mojego życia, nigdy nie myślałem, że osiągnę punkt, w którym stracę zajawkę. Widziałem, jak wielu dobrych przyjaciół opuszczało naszą społeczność przez lata i wcześniej nie rozumiałem, jak to się mogło stać.

Przez około 4 miesiące ledwie kopnąłem piłkę i byłem całkowicie nieobecny w świecie freestylu. Pod koniec lata zdałem sobie sprawę, że pomimo tego, że technicznie jestem w formie w jakiej dawno nie byłem, coś jednak nie pasowało. Nie mogłem sobie przypomnieć, kiedy ostatnio naprawdę dobrze bawiłem się podczas treningu bez narzuconej przez siebie struktury, do której “musiałem” się dostosować. Zawsze wiedziałem, że gdybym mógł po prostu stanąć na wysokości zadania i nauczyć się kilku przejść, byłbym w stanie poważnie namieszać na dużych zawodach, ale to była tylko część problemu. Przyjmując tę postawę, oznaczało to, że nie uprawiałem już freestylu dla siebie i nie eksperymentowałem z nowymi kombinacjami, ale zamiast tego ćwiczyłem te same rzeczy, próbując uzyskać jakąś spójność w battlach.

Takie podejście do treningu spowodowało, że freestyle stał się całkowitym przeciwieństwem tego, co było kiedyś. Czułem się bardzo ograniczony, a wszelkie pozytywne uczucia, które nastąpiły podczas treningu, zostały szybko osłabione przez obserwowanie braci Fagerli lub Szymo robiących istne show, którego nie mogłem za nic pojąć. To uczucie ograniczenia przenosiło się również na to, co publikowałem w social mediach – czułem, że muszę konsekwentnie publikować wyłącznie treści związane z freestylem lub ryzykować utratą obserwujących lub lajków.

Chociaż może to wydawać się całkiem negatywne, podczas mojej podróży cieszę się, że udało mi się przezwyciężyć niezdrową obsesję porównywania się do innych. Chcę tylko dać jasno do zrozumienia, że nie rezygnuję z freestyle’u, ale od tej pory przyjmę go w nieco innym kierunku. Na zakończenie tego obrzydliwie długiego postu chciałbym podziękować wszystkim, którzy wspierali mnie od czasu, gdy byłem młodym dzieciaczkiem robiącym nieczyste LATWy w moim ogrodzie, naprawdę to doceniam!”


Michał Rycaj

,,Po przeczytaniu najnowszego wpisu Toma czuję inspirację do podzielenia się swoimi przemyśleniami na temat turniejów freestyle’owych. Byłem w takiej samej sytuacji jak Tom.

Myślę, że dla wielu freestylerów obecnie trudno jest znaleźć równowagę w tym sporcie – szczególnie dla tych, którzy traktują zawody zupełnie poważnie. Wielu freestylerów myśli o zawodach jako o najważniejszym wydarzeniu, ponieważ wygrywając można przynieść sobie kuszące korzyści –  podróżowanie, wygrywanie nagród pieniężnych, uznanie wśród innych, satysfakcja i wiele innych. W tej sytuacji zamiast cieszyć się podróżą, tak łatwo jest skupić się tylko na wyniku turnieju. Koncentrując się na konkurencji, wywieramy presję na sobie i kładziemy nacisk na przyszłą karierę, zamiast cieszyć się treningiem. Podczas rywalizacji łatwo jest porównywać się z innymi co przynosi jeszcze większą presję naszemu umysłowi.

Również konkurencja wymaga od nas wypełnienia określonych zasad i kryteriów od których łatwo się uzależniamy, nawet jeśli nie lubimy niektórych z nich. W końcowym efekcie utknęliśmy w ramie i nie chcemy wychodzić na zewnątrz niej, nawet jeśli nasz sport to freestyle (czyli po polsku wolny styl). Oczywiście z taką postawą rozwijamy się szybciej, ale odpowiedz sobie – co jest dla Ciebie ważniejsze – szybki rozwój czy bycie szczęśliwym i spełnionym jako freestyler? Wykonanie 4 rev combo z podwójnym backflipem jest bezużyteczne, jeśli jest tylko instrumentem wyścigu szczurów. Jest to również bezużyteczne, gdy nie wiesz, jak się z tego cieszyć.

Moim zdaniem jakość doświadczenia freestyle’u jest o wiele ważniejsza niż wzajemne ściganie się i wygrywanie trofeów – freestyle football ma dużo więcej do zaoferowania dla Ciebie. Czasami czuję, że nasza społeczność była bardziej świadoma w latach 2005-2008 niż teraz. Pasja, jaka z nas płynęła była po prostu niesamowita mimo braku turniejów. Po prostu czysty freestyle. Może się mylę, ale mam wrażenie, że wszechobecny kult rywalizacji, turniejów powoli zabija esencję freestyle’u.

Nie mówię, że turnieje to zła rzecz, ale potrzebujemy właściwej równowagi i wiedzy, które wartości są najważniejsze w naszym sporcie. Osobiście uwielbiam rywalizować, ale miałem kilka różnych powodów, aby robić to kilka lat temu. W 2014 roku miałem obsesję na punkcie wygrywania, trenowałem 4 lub 5 godzin dziennie, miałem niesamowity progres, a jednocześnie był to najgorszy czas w mojej karierze. ”

Resztę przemyśleń zostawię Wam. Dzięki za przeczytanie tego wpisu.



Najważniejszą częścią każdej kultury są spotkania. Myśląc o freestyle’u mam na myśli zawody i meetingi. Niektórzy twierdzą, że obecnie trudno jest przyciągnąć ludzi na jakieś wydarzenie, tylko dlatego, że freestyle football bardzo się zmienił, tak samo jak freestylerzy. Cóż, nie mogę nie wspomnieć o negatywnych zmianach w naszej kulturze, które spowodowane są naturalnym rozwojem. Im freestyle staje się popularniejszy, tym mniej wartości z każdego kontaktu (spotkanie, rozmowa lub nawet wiadomości na FB). Jednak źródło problemu według mnie jest nieco inne. Kiedy zacząłem trenować freestyle pamiętam, że wszystko związane z free posiadało jakąś sekretną moc. Turnieje były zrealizowane, organizowano spotkania. Wszystko wydawało się być ustawione samodzielnie. Życie w kulturze freestyle football było łatwe i piękne.

Potem coś się rozbiło.

Dalsza część we wpisie poniżej.

Turnieje, meetingi – co o takich wydarzeniach myśli BenGau?


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: